Cameron Highlands – raj herbaciany

W trakcie przygotowań do wyjazdu do Malezji przeglądałam różne opracowania, różne relacje z różnych wypraw po całym świecie. Szukając czegoś o Malezji znalazłam na wstępie książki o podróżach zdanie „zaplanuj wyprawę do miejsca gdzie rośnie herbata”!
Ależ się wtedy ucieszyłam! No przecież my jedziemy tam gdzie rośnie herbata! Przecież jedziemy do Cameron Highlands! Co za zbieg okoliczności!

Autobus (z Penangu) wyjeżdża punktualnie (7.30), ale zatrzymuje się kilka razy, żeby zebrać turystów z innych miast. W związku z tym zamiast „przewodnikowych” 5 godzin my jedziemy 7!
Autokar jest dla nas miłym zaskoczeniem. Co prawda trzeszczy na wybojach, ale wnętrze, a zwłaszcza siedzenia ma rewelacyjne. W rzędzie są nie tak jak w zwykłych autokarach 4, ale 3 siedzenia (2+1), są więc szerokie, do tego można je rozłożyć prawie na płasko, przykryć się kocykiem (tu polecam dużych rozmiarów wielofunkcyjny ręcznik szybkoschnący z decathlonu ;)) i przespać połowę trasy.
Gdybyśmy wiedzieli, że tak wyglądają autokary w Malezji, podróżowalibyśmy zapewne nocą, żeby nie tracić cennego czasu 😉

IMG_0906

Jadąc do Cameron Higlands nie mamy zarezerwowanego noclegu. Do ostatniej chwili nie opuszcza nas lekki stres, bo jest weekend. Przy planowaniu nie wyliczyliśmy, że to tak wypadnie.

Na wzgórza Cameron dojeżdżamy od strony Brinchang. Miajmy najpierw całe wzgórza oblepione szklarniami, mijamy zjazd na jedną z wytwórni herbaty, mijamy wszystkie te inne okoliczne atrakcje jak farma pszczół, motyli, robali, farmy truskawkowe, by wreszcie dotrzeć do Tannah Rata, gdzie planowaliśmy się zatrzymać.
Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakbyśmy przejechali wszystko co najważniejsze i pojechali za daleko, ale w sumie okazuje się, że Tannah Rata jest lepszym miejscem noclegowym, bo jest spokojniej, nie ma takiego ścisku na drogach, a potem do Kuala Lumpur jest bliżej 🙂 Poza tym Brinchang wygląda jak miasto przemysłowe.
A do wszystkich miejsc wartych zobaczenia tak czy siak trzeba dojechać, chyba że ktoś ma wystarczająco czasu na trekking.

IMG_0909
Wzgórza oblepione szklarniami wyglądają jak z kosmosu

Nocleg znajdujemy przy drugim podejściu więc luzik 🙂

IMG_0913

Tego samego dnia odwiedzamy jedną z bardziej znanych plantacji herbaty (BHARAT), do której można dojść pieszo z Tannah Rata (główną drogą w stronę Ringlet). Na więcej nie starcza nam czasu bo zaczyna się ulewa.

Drugiego dnia decydujemy się na wycieczkę grupową, w ramach której mamy: największą plantację BOH, wjazd na najwyższy szczyt okolicy – Gunung Brinchang, Mossy Forest, motyle, opowieści przemiłego kierowcy i korek na wąskiej górskiej drodze.

Dzień zaczyna się wyjątkowo ładnie, a zapowiadanej rześkości powietrza w tej okolicy nie czujemy. Jest tak jak w całej Malezji: gorąco.
Zaczynamy od tego po co tu przyjechaliśmy: od pięknych widoków zielonych herbacianych pól. Z dodatkiem błękitnego nieba wyglądają obłędnie.

Potem jedziemy na szczyt (znów mamy szczęście, że cokolwiek widać, a chmury nie zakrywają wszystkiego) i do niedaleko położonego mossy forest. Las nie jest duży, ale można wejść do niego na kilka sposobów. Przewodnik nas pyta, czy chcemy ścieżkę łatwą, ścieżkę FUN, czy „MORE FUN”. Wszyscy zgodnie wybierają MORE FUN. Kierowca-przewodnik zaprowadza nas pod ścianę skalną i mówi „to tu”. W tym momencie przemyka mi przez myśl, „to ja poproszę łatwą”, ale już nie ma odwrotu.
Wszystkim udaje się wspiąć i jesteśmy w starym omszałym lesie, gdzie tylko patrzeć, jak zza krzaka wyjdzie jakiś śmieszny bajkowy stworek 😉

W drodze powrotnej dojeżdżamy wreszcie do największej i najbardziej znanej plantacji herbaty BOH.
Jest tam herbaciarnia, gdzie można spróbować różnych rodzajów herbat, popijając na tarasie z widokiem na zielone wzgórza. Można też odwiedzić fabrykę i obejrzeć cały proces suszenia i fermentacji liści herbacianych. My wybieramy fabrykę i spacer po okolicy.

W drodze powrotnej, na wąskich krętych drogach utykamy w korku. Jest tak ciasno, że trudno się wyminąć. Kierowca psioczy na miastowych, którzy wybierają się w góry, a nie potrafią porządnie jeździć. Dochodzi do tego, że kilku kierowców czy pasażerów musi wysiąść i pokierować ruchem. Jeden rząd przytula się do skały, a drugi balansuje nad krawędzią. My jesteśmy w tej drugiej grupie.

Na koniec czeka nas jeszcze farma truskawek, motyli i gadów. O ile pierwszą można sobie spokojnie odpuścić (choć przyznam, że tu wszyscy lokalni szaleją na punkcie truskawek: gadżety, breloczki, czapki truskawkowe to chleb powszedni), o tyle motyle warto zobaczyć, bo jest ich sporo i są zabójczo kolorowe 😉

 

Jeszcze tylko szybki obiad na liściu bananowca i ruszamy na podbój Kuala Lumpur!

IMG_1113

Advertisements

5 myśli nt. „Cameron Highlands – raj herbaciany”

    1. Nazwa byla krotka, cos jak kiko, niko, mimi,… Hotel miescil sie na pietrze budynku w ktorym parter to sklep z drobiazgami: breloczkami, bransoletkami, itd.. mnie sie one wtedy kojarzyly z japonskimi
      Do hostelu wchodzilo sie przez ten sklep. To bylo na glownej ulicy, wiec jesli nie zmienili wyposazenia sklepu, powinnas po tym opisie bez problemu trafic

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s