W drodze na południe Hiszpanii

Wyruszyliśmy z Barcelony bez pośpiechu, z zamiarem obejrzenia ciekawych miejsc w drodze do Granady, Sevilli i Cordoby.
Pierwsze co zobaczyliśmy to starożytny akwedukt niedaleko Tarragony (w Tarragonie już byliśmy wcześniej, ale przy akwedukcie nigy się nie zatrzymywaliśmy).

Pierwszy nocleg – Walencja w Wigilię 🙂

(do dziś się zastanawiam, co przedstawia poniższa konstrukcja, która wpadła nam w oko zaraz po przyjeździe)

Troszkę padało, więc mogłoby się wydawać, że jest ponuro, ale nie! Walencja wydała mi się nawet dostojna.
Trochę jak Paryż, z czym Radek nie chciał się zgodzić.

W samym centrum, przed ratuszem stoi wielka choinka i szopka.

Wieczorem, zamiast kolacji wigilijnej oglądamy miasto i świąteczne iluminacje.

Hiszpanie w zasadzie nie świętują Wigilii. Najważniejszy dla nich jest obiad w pierwszy dzień świąt. Wtedy zasiadają do stołów i celebrują posiłek do późnego popołudnia. Myśleliśmy więc, że zjedzenie kolacji „na mieście” w Wigilię nie będzie problemem. Niestety pomyliliśmy się. Prawie wszystko było zamknięte.
Prawie. W końcu znaleźliśmy i zjedliśmy kebaba.
Tak. Kebaba w Wigilię.

Rano ruszamy dalej. Po drodze oglądamy dwie miejscowości Denię i Xavię. Leżą po dwóch różnych stronach tej samej góry.

Denia:

Xavia:

Ps. Zgadnijcie co było na obiad świąteczny? 😉

Na następny nocleg docieramy do Mar Menor, czyli morza mniejszego. Hotel zarezerwowaliśmy specjalnie na tym wąskim pasku ziemi, bo wydawało nam się, że będą świetne widoki. Niestety przeliczyliśmy się. Widok mieliśmy na blok 😉
Poza tym, w grudniu jest tam jak na końcu świata. Pomimo, że cały ten pas zatłoczony jest hotelami i apartamentami, w grudniu miejsce świeciło pustkami.

Z punktu widokowego Cabo de Palos troszkę widać oba „morza”

Poniżej widać pas ziemi który oddziela morze większe od morza mniejszego.

Niedaleko była Cartagena. Pojechaliœśmy więc zobaczyć.

Miasto jak miasto. Ładnie położone, z paroma zabytkami, z ładnym portem,…
Polecono nam pojechać przez góry na cypel, z którego niegdyś broniono miasta. Tam dopiero mieliśmy widoki!

Na cyplu stoi forteca i dwie olbrzymie armaty. Niestety nie udało nam się dowiedzieć z jakich to czasów. Wyglądają na całkiem nowe.

Ostatnia atrakcja „po drodze” to wyrzeźbione przez wiatr Erosiones de Bolnuevo.

Zaskakuje to, że jest ich tak mało. Nie tak jak w górach Stołowych w Polsce, że się chodzi i końca tych tworów skalnych nie widać.
Erosiones de Bolnuevo można obejść w 10 minut 😉

cdn…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s